Filmy

BYŁY FABRYKI – BLOK I

Wyjście robotników z fabryki Lumière w Lyonie/La Sortie de l’usine Lumière à Lyon
Francja 1895
Reż. Louis Lumière, Auguste Lumière
1′

Korowód robotnic ubranych w długie suknie i kapelusze wychodzi z fabryki po ciężkim dniu pracy. W nieruchomym kadrze pojawia się mężczyzna prowadzący rower, przebiega zabłąkany pies. Jest to jednak coś więcej niż zapis zwyczajnej chwili – słynna scena zarejestrowana jednym ujęciem przeszła do historii kinematografii jako pierwszy film wyświetlony publicznie. Jego projekcja z 28 grudnia 1895 roku odbyła się podczas pokazu w Salonie Indyjskim, w podziemiach Grand-Cafè przy Bulwarze Kapucynów w Paryżu, a brało w niej udział 35 widzów. Moment ten jest do dziś uznawany za narodziny kina.

Projekcja filmu braci Lumière oficjalnie otwiera FABRYKINO! nie tylko z powodu swojej fabrycznej treści. „Wyjście robotników z fabryki” powstało dzięki wierze w rozwój, a także pionierskiemu wykorzystaniu możliwości techniki, które to tematy będą nam towarzyszyć podczas kolejnych dni Przeglądu. [o]

 

Fabryka
Polska 1970
Reż. Krzysztof Kieślowski
16′

Film ukazuje realia ursuskiej fabryki traktorów z dwóch różnych perspektyw: narada kierownictwa przeplata się z obrazami ciężkiej codziennej pracy robotników. Z jednej strony mamy więc wersję oficjalną, skupioną wokół propagandy sukcesu, z drugiej – polską socjalistyczną rzeczywistość i zbiorowy portret ówczesnego robotnika i jego warunków pracy. Kieślowski, jak we wcześniejszym „Urzędzie” czy późniejszych „Robotnikach 1971”, niczym jak pod mikroskopem obserwuje ukryte mechanizmy władzy oraz ich druzgocący wpływ na społeczeństwo. Warto wspomnieć, że obraz zdobył nagrodę „Głosu robotniczego” dla filmu najbardziej zaangażowanego we współczesną tematykę społeczną podczas Ogólnopolskiego Festiwalu Filmów Krótkometrażowych w 1971 roku. [o]

Ostatnia zmiana
Polska 1981
Reż. Jacek Prosiński
16′

Film „Ostatnia zmiana” w reżyserii Jacka Prosińskiego dokumentuje ostatnie chwilę funkcjonowania Walcowni Metali „Warszawa” przy ulicy Żelaznej. Walcownia, która w 1959 r. obchodziła 150-lecie funkcjonowania powstała tak naprawdę w roku 1948 na bazie przejętej przez państwo ludowe znanej warszawskiej firmy Norblin, B-cia Buch i T. Werner. Film pokazuje pracę w starych, pochodzących nierzadko jeszcze z XIX w. halach i na anachronicznych maszynach. Z rozmów z robotnikami przebija żal spowodowany likwidacją starego zakładu, mimo iż Walcownia przenosi się teraz do nowoczesnej fabryki. W PRL zabytki techniki nie cieszyły się należytym zainteresowaniem. Zgodnie z tym, co pisała ówczesna prasa, stara fabryka miała zostać zlikwidowana. A jednak stało się inaczej. Na skutek zabiegów organizacji społecznych część zabudowań dawnego „Norblina” wpisano do rejestru zabytków, a na terenie utworzono Muzeum Przemysłu, które działało jeszcze dwa lata temu. Ale to już całkiem inna historia. [KW]

Nasze znajome z Łodzi
Polska 1971
Reż. Krystyna Gryczełowska
16′

Dokument obrazujący życie łódzkich włókniarek, pracownic zakładów im. Marchlewskiego: Urszuli, młodej dziewczyny marzącej o lepszym losie, Heleny, samotnej matki, która całą swoją nadzieję pokłada w trójce dzieci oraz Genowefy, zrezygnowanej oraz zmęczonej życiem kobiety w średnim wieku. Bohaterki, mimo że różne, dzielą podobne zawodowe i życiowe doświadczenia składające się na portret pracującej kobiety lat 70. Na sugestywność obrazu wpływają czasy, w których powstał: „Na początku tego roku postanowiłam zrealizować film o warunkach życia robotnic-włókniarek; było to tuż po wypadkach grudniowych – temat wydawał się niezwykle aktualny” (Krystyna Gryczełowska dla „Filmu” 36/71).

Warto także wspomnieć, że w 1972 roku reżyserka otrzymała „Brązowego Lajkonika” za „bezpośrednie widzenie ważkiej problematyki socjalnej kobiet pracujących”. [o]

Próba mikrofonu
Polska 1980
Reż. Marcel Łoziński
19′

Film dokumentalny „Próba mikrofonu” Marcela Łozińskiego, to historia pracownika radiowęzła z warszawskiej fabryki kosmetyków, który postanawia wyjść poza schemat mało ambitnych audycji muzycznych i wyrusza z mikrofonem do swoich słuchaczy, żeby spytać ich, czy czują się w swoim zakładzie współgospodarzami, czy mają realny wpływ na jego funkcjonowanie. Właściwie wszyscy odpowiadają na to pytanie negatywnie, widząc siebie jedynie w roli wykonawców odgórnych zaleceń, bez prawa wyrażania własnych opinii czy możliwości współdecydowania o fabryce.

Całkowicie odmiennie widzi tę sytuację dyrekcja, przekonana o daleko rozwiniętej samorządności pracowników, którzy właściwie nie zdają sobie sprawy, jak wiele od nich zależy, a fakt, że sami o tym nie wiedzą, tłumaczony jest złym doborem pytań, niskimi kompetencjami intelektualnymi pytanych, a nawet ich płcią.

„Próba mikrofonu” to wyrazisty przykład filmu pokazującego dramatyczny rozdźwięk pomiędzy zadowoloną z siebie propagandą, a smutnymi realiami, w których szczerość wypowiedzi brana jest za nieświadomość lub błąd. O prawdziwości zawartych w tym obrazie zarzutów pośrednio świadczyć może fakt, że taśma trafiła na półki, natomiast autor został wyrzucony z pracy.

Film warty obejrzenia również dlatego, że i dziś, mimo zmiany ustroju politycznego i gospodarczego, pytanie o wzajemne relacje pomiędzy pracownikiem a szefem zakładu pracy pozostaje aktualne. [b]

MIASTO MASA MASZYNA – BLOK II

Appleseed
Japonia 2004
Reż. Shinji Aramaki
106′

W wyniku trzeciej wojny światowej ziemia przypomina postapokaliptyczne, mroczne pobojowisko. Resztki ocalałych ludzi próbują odbudowywać cywilizację w ramach Olimpu, miasta-utopii, zarządzanego przez komputer Gaja oraz Wielką Radę starców. Ludzie żyją w symbiozie z nieodczuwającymi emocji bioroidami, będącymi jednocześnie gwarantami pokoju. Deunan Knute, wytrawna wojowniczka, zostaje siłą sprowadzona do tej, z pozoru idyllicznej, krainy. Z czasem odkrywa, że nie znalazła się tu bez powodu i ma odegrać kluczową rolę w ciągu skomplikowanych intryg. Stawką jest nic innego, jak przyszłość gatunku ludzkiego.

Świat Appleseed to z jednej strony zniszczone, postindustrialne wymarłe miasta-ruiny, w których toczy się walka na śmierć i życie, z drugiej – zaawansowane techniczne miasto-utopia, któremu nie można odmówić podobieństwa do „Nowego Wspaniałego Świata” Aldousa Huxleya. Czy jedynym gwarantem pokoju jest zastąpienie ludzi racjonalnymi bioroidami? Jak wygląda cywilizacja zarządzana przez technologię?

Film jest ekranizacją mangi Masamunego Shirowa, dobrze znanego polskiej widowni z mangi „Ghost in the Shell”. [o]

Ulica krokodyli/Street of crocodiles
Wielka Brytania 1986
Reż. Bracia Quay
20′

„Ulica Krokodyli” to efekt wieloletniej (trwającej zresztą po dziś dzień) fascynacji braci Quay kulturą polską. Ci światowej sławy twórcy filmów animowanych zadanie wybrali sobie wyjątkowo trudne – zekranizowanie oniryczno-fantastycznego świata opowiadań Brunona Schulza, z bardzo ograniczoną fabułą, w dodatku dla kogoś z odmiennego kręgu kulturowego, musiało nastręczać niemało trudności. Luminarze animacji, jakimi bez wątpienia są panowie Stephen i Timothy, poradzili sobie jednak wybornie; nie przypadkiem „Ulica Krokodyli” to ich najbardziej znany film animowany, obowiązkowo obecny we wszelkiego rodzaju zestawieniach najlepszych animacji w historii. W celu przeniesienia specyficznego świata Schulza na ekran, bracia Quay spotęgowali wielokrotnie wspominaną przez pisarza sztuczność Ulicy Krokodyli, pokazując ją jako gmatwaninę śrub, bloczków, sznurków i świecących lampek. Zmechanizowanie to nie ogranicza się tylko do przedmiotów – również sklepowi subiekci zostają sprowadzeni do quasi-ludzkiej formy manekinów, pustych lalek, przymilnie prezentujących zwiedzającemu bohaterowi sklepowe zaplecza, pełne osobliwych, podejrzanych treści.

Twórcom udało się stworzyć rozkładający się, bezbarwny świat bez wyrazu, przestrzeń jak gdyby niedokończoną, której forma kuleje, a treść jest jedynie poślednią namiastką rzeczywistości. Na ten sukces duży wpływ miała technika braci Quay – to dzięki poklatkowej rejestracji obrazu, wykorzystaniu niecodziennych przedmiotów czy fascynującym, ożywionym lalkom film robi tak duże wrażenie. Dopełnieniem warstwy wizualnej „Ulicy Krokodyli” jest znakomita muzyka Leszka Jankowskiego: nie ogranicza ona swojej funkcji jedynie do bycia tłem dla obrazu, ale stanowi element, który dla wykreowania niepowtarzalnego nastroju filmu ma znaczenie fundamentalne. [b]



Jak działa jamniczek
Polska 1971
Reż. Julian Józef Antoniszczak
8′

Jeżeli ktoś nigdy nie widział filmów Juliana Antoniszczaka, nie powinien przedłużać  tego stanu rzeczy, tym bardziej, że nadarza się okazja do zapoznania się z jednym z najznakomitszych dokonań tego reżysera. Jest nim wielokrotnie nagradzany obraz  „Jak działa jamniczek”, z którego dowiemy się między innymi, co też kryje się w środku zwyczajnego, zdawałoby się, psa jamnika, a także dlaczego powinniśmy jego i inne zwierzęta chronić. Wyraźna jest tu fascynacja mechaniką i maszynami: w filmie Antoniszczaka roi się od kół zębatych, sprężyn czy migających diod i nawet główny bohater, mimo że  przedstawiciel fauny, pokazany jest na sposób mechaniczny (choć od maszyn odróżnia go… kiszka). Podziw dla wynalazków nie przekreśla jednak dbałości o naturę, stąd brzmiące może nieco naiwnie, ale przejmujące wołanie: „Nie niszczmy jamniczka!”. Poza zajmującą i ważką treścią dzieło to jest wyjątkowe pod względem formy: łączy różne style i techniki, a jedną z nich jest non camera, autorska koncepcja autora polegająca na rysowaniu kadrów bezpośrednio na taśmie filmowej, a więc bez użycia kamery. Wielkim atutem jest też głos narratorki – podobno wiekowej pensjonariuszki Domu Starców, która wyjątkowo ciepłym głosem z kresowym akcentem dzielnie brnie przez niełatwy tekst, najeżony słowami tak przedziwnymi jak np. elektrokapuściocha. [b]

 

Z FABRYKĄ W TLE – BLOK III

Strajk/Stachka
ZSRR 1925
Reż. Sergei M. Eisenstein
122′

W pierwszym pełnometrażowym filmie Siergieja Eisensteina obserwujemy narodziny robotniczego buntu z początków XX wieku – buntu, który wtedy jeszcze został zdławiony, aby po kilkunastu latach triumfalnie zwyciężyć i zmieść cały dotychczasowy porządek. Warstwa fabularna jest dość prosta: w wielkiej fabryce napięcia między robotnikami a dyrekcją stopniowo narastają, aż dramatyczny wypadek – jeden z robotników, pod wpływem fałszywych oskarżeń przełożonych, popełnia samobójstwo – staje się impulsem do rozpoczęcia przez załogę strajku. Całość pokazana jest  schematycznie: fabrykant to wiecznie kopcący cygaro grubas w cylindrze, którego nie obchodzi nic poza własną wygodą, przez robotników przemawia natomiast słuszny i sprawiedliwy gniew. Trzeba jednak przyznać, że dawka propagandy nie przekracza granicy niestrawności.

Z perspektywy współczesnego widza (i bardziej ogólnie: historii kina) o wiele ciekawsza jest strona formalna utworu. Montaż, główne narzędzie radzieckiego klasyka, uznawane przez niego za istotę kina, robi wrażenie po dziś dzień: niezwykle dynamiczne zestawienia kadrów, akcja odwrócona w czasie, podział obrazu na kilka autonomicznych, ale przenikających się części i znakomite, pełne ekspresji zdjęcia (wspaniała scena wjazdu konnej policji do robotniczej dzielnicy) – wszystko to sprawia, że debiut Eisensteina wytrzymał próbę czasu i ogląda się go z zainteresowaniem. Dodatkową zaletą filmu jest możliwość zobaczenia całkowicie już zatopionej w przeszłości Rosji początku lat 20-tych, bo mimo, iż „Strajk” to film fabularny, zawiera fragmenty portretujące zwykłych ludzi przy ich codziennych pracach (co było głównym tematem prac grupy „Kino-Oko”, działającej pod przewodnictwem innego giganta kina radzieckiego, Dżigi Wiertowa). [b]


Willy Wonka i fabryka czekolady/Willy Wonka & the Chocolate Factory
USA 1971
Reż. Mel Stuart
100′

Fabryka tym razem na wesoło: zamiast zwyczajowego brudu i znoju, robotnicy (grupa pomarańczowolicych karłów) wyjątkowej wytwórni czekolady pracują z prawdziwym entuzjazmem, urozmaicając sobie czas śpiewaniem piosenek z wychowawczym morałem. Na linii produkcyjnej powstają takie rarytasy jak nigdy nie kończący się cukierek czy guma o smaku trzydaniowego obiadu i w ogóle co krok, to większa niesamowitość (min. wielkie gęsi o równie wielkich zdolnościach). Do tak czarownego miejsca trafia główny bohater, dziesięcioletni Charlie, który razem z czwórką innych dzieci zwycięża w wielkim konkursie i otrzymuje wyjątkową szansę zapoznania się z tajemnicami procesu produkcyjnego tego fantastycznego zakładu.

Reżyser Mel Stuart nie serwuje nam jednak sztampowej historyjki, w której wszyscy są nieznośnie mili, grzeczni i radośni. Szczęśliwie dla widza, słodkość wyprawy po magicznej fabryce bywa co pewien czas przełamywana: a to dość nieoczekiwaną metamorfozą niesfornej dziewczynki, a to krótkotrwałą, acz wyrazistą nutką psychodelii… Również sam naczelny fabrykant – tu w roli tytułowego Willy’ego Wonki znakomity Gene Wilder – bardziej niż dobrotliwego wesołka przypomina raczej skrzyżowanie Piotrusia Pana z członkiem grupy Monty Python. To właśnie dzięki takim, wyłamującym się z lukrowanego schematu atrakcjom, oglądającym udaje się wytrwać przed ekranem równe 100 minut i nie umrzeć z przesłodzenia. [b]

 

KONIEC ERY INDUSTRIALNEJ? – BLOK IV

Śmierć człowieka pracy/Workingman’s death
Austria, Niemcy 2005
Reż. Michael Glawogger
122′

W wielokrotnie nagradzanym dokumencie „Śmierć człowieka pracy” reżyser Michael Glawogger, objeżdżając kilka kontynentów, uświadamia nam, że w przeciwieństwie do krajów najlepiej rozwiniętych, gdzie człowieka w większości działań wyręczają maszyny, w rejonach biedniejszych nadal prawie wszystko zależy od siły ludzkich mięśni. W pięciu odrębnych częściach, składających się na film (którego atutami, oprócz samego tematu, są znakomite zdjęcia Wolfganga Thalera i industrialna muzyka Johna Zorna), oglądamy kolejno: ukraińskich górników z biedaszybów Donbasu, tragarzy siarki spod wulkanu w Indonezji, pracowników makabrycznej nigeryjskiej rzeźni na otwartym powietrzu, robotników ręcznie rozbierających wraki statków w Pakistanie i hutników z chińskich zakładów metalurgicznych. Ich historie łączą wyjątkowo trudne, często zagrażające życiu warunki pracy, a głównym marzeniem jest to, żeby ich dzieci zdobyły wykształcenie i nie musiały podzielić ich losu.

Chociaż mottem filmu jest wypowiedź Williama Faulknera, który w pracy widział główne źródło nieszczęścia człowieka, nie wszystkie historie sportretowanych przez Glawoggera robotników taką tezę potwierdzają: nawet w tak niesprzyjających okolicznościach stać ich na poczucie humoru i akceptację swojego losu (przykładem min. wypowiedź jednego z nigeryjskich opiekaczy kóz). Oczywiście, może to też wynikać z braku alternatywy – pomimo tragicznych warunków swojej pracy, większość bohaterów jest z niej na swój sposób zadowolona, bo każda praca jest lepsza niż brak jakiegokolwiek zajęcia, który oznaczałby skrajną nędzę albo nawet śmierć głodową. Epilog filmu sugeruje, że era industrialna odchodzi do historii i duża część dawnych fabryk-gigantów jest już (albo stanie się w najbliższej przyszłości) jedynie interesującą estetycznie przestrzenią, otwartą na rozwój turystyki i działania artystów. Dotyczy to jednak tylko krajów najbogatszych – wszystko wskazuje na to, że większej części świata jeszcze kilka pokoleń bezimiennych robotników będzie musiało przepracować sporą część swojego życia w fatalnych warunkach, żeby zaspokoić  swoje podstawowe potrzeby. Wydaje się więc, że człowiek pracy na razie nie umarł. [b]

 

Chiny w kolorze blue/China Blue
USA 2005
Reż. Micha X. Peled
86′

Film Chiny w kolorze blue w reż. Micha X. Peleda przedstawia historię 17-letniej chińskiej dziewczyny, Jaśmin, która w poszukiwaniu środków do życia rozstaje się z rodziną i przybywa do Kantonu, aby podjąć pracę w fabryce jeansów. Kamera towarzyszy bohaterce od świtu do zmierzchu. Podpatruje jej codzienne życie, cierpliwą i monotonną pracę polegającą na obcinaniu nitek przy dżinsach. Pracuje po 17 godzin na dobę, 7 dni w tygodniu. Śpi w nędznych warunkach w przyfabrycznym hoteliku. Za nadgodziny nie dostaje dodatkowego wynagrodzenia. Mimo spokojnej i delikatnej formy narracji film jest wielkim oskarżeniem pod adresem chińskiego modelu wykorzystywania niemal niewolniczej pracy ludzi i łamania podstawowych praw pracowniczych. Obnaża także bezlitośnie konsekwencje współczesnego modelu liberalizmu w handlu międzynarodowym, w którym firmy osiągają maksymalizację zysków kosztem czyjegoś życia. Bo nie mamy wątpliwości, że Jaśmin zrujnuje sobie życie i zdrowie, bezpowrotnie straci także swoją młodość. Raczej mało prawdopodobne, by udało jej się wyrwać z kręgu ubóstwa poprzez ciężką pracę, w co wierzy. Zagadką pozostanie fakt, jakim cudem Micha X. Peled zdołał zrealizować swój film na terenie fabryki, mimo kilkakrotnej konfiskaty taśm przez policję. Warto dodać, że film jest laureatem nagrody Amnesty Interantional z 2005 roku. [KW]

 

Reklamy